Dlaczego od wczoraj jestem przeciwko likwidacji Straży Miejskiej

fot. materiały prasowe Straży Miejskiej w Warszawie

Dziś u mnie mało parentingowo i dzieciowo, za to nieco kontrowersyjnie. Wiem, że przez wielu Straż Miejska uważana jest za zbędną czy wręcz szkodliwą. Wiele osób chce jej likwidacji. Powstała nawet strona na FB zrzeszająca antyfanów tej instytucji, zatytułowana „Zlikwidować Straż Miejską”. Pewnie przynajmniej część zarzutów wobec niej jest w jakiejś mierze uzasadniona. Jednak ja dziś napiszę Wam o aspekcie działalności warszawskiej Straży Miejskiej, który moim zdaniem jest bardzo ważny i potrzebny.

Co znaleźliśmy z Jasiem w przydomowym ogródku

Wczoraj późnym popołudniem, choć w Warszawie było zimno i pochmurno, uparłam się, żeby wyjść przewietrzyć głowę po całym dniu kiszenia się w domu. Zabrałam ze sobą pierworodnego, a S zostawiłam w domu z marudzącym Juniorem. Wzięliśmy rower, nie dane jednak było Jasiowi dużo na nim pojeździć. Mimo to, nie sądzę, żeby tego żałował.

Zaraz po wyjściu na zewnątrz powiedziałam do Jasia: „Chodźmy zobaczyć, co tam słychać u nas w ogródku”. Przedwczoraj dokonałam bowiem bohaterskiego czynu wypielenia naszego przyblokowego ogródka (który zresztą sprawia nam więcej kłopotu niż radości) i chciałam popodziwiać efekty. Mój wzrok jednak po chwili natknął się na widok czarnych piór wystających spod krzewu forsycji. Pomyślałam w pierwszej chwili, że to martwy ptak. Gdy podeszłam bliżej, zobaczyłam, że pod krzakiem siedzi żywa kawka. Od razu było widać, że jej zachowanie jest nietypowe. Nie odleciała, gdy się zbliżyłam. Dopiero gdy spróbowałam ją spłoszyć, odskoczyła i zaczęła przemieszczać się po ogródku, podskakując na łapkach i usiłując poruszyć skrzydłami. Nie ulegało wątpliwości, była kontuzjowana.

Straż miejska ratuje też ptaki w Warszawie

Jak postąpić, gdy znajdziemy rannego ptaka lub inne zwierzę?

Wiem, że większość ludzi na moim miejscu nie zwróciłaby uwagi na jakąś tam parszywą kawkę i przeszła obok niej obojętnie. Niestety (dla mnie) lub stety (dla zwierząt), jak tak nie umiem. „Jasiu, ta kawka jest chora, nie może odlecieć. Musimy jej pomóc, bo umrze bez jedzenia i picia”. „Ojej, biedna kaweczka. Kto jej pomoże?” – odparł mój kochany 4-latek, nieodrodny syn swojej matki. Chwyciłam za smartfon i wyszukałam dane organizacji pomagających stołecznym ptakom. Niestety w warszawskim Ptasim Azylu telefony odbierane są tylko do godziny 16. Dodzwoniłam się w końcu do gabinetu weterynaryjnego, który widniał na liście miejsc, gdzie można uzyskać pomoc dla rannego ptaka. Bardzo miły pan weterynarz wyczerpująco wyjaśnił mi, jaka jest procedura. Mogłam więc sama schwytać ptaka i przywieźć go do gabinetu jako właściciel zwierzęcia, ponosząc, częściowo tylko refundowane, koszty leczenia. Potem musiałabym zabrać kawkę do domu (może to by było ciekawe, ale żeńską wersją Wajraka mimo wszystko nie jestem!). Mogłam też sama zawieźć ptaka do Ptasiego Azylu, znajdującego się w warszawskim ZOO (ptaka zostawia się w portierni przy bramie). Trzecią opcją zaś było wykręcenie numeru 986.

Warszawski Eko Patrol pomaga rannym zwierzętom

Okazuje się, że w warszawskiej Straży Miejskiej działa tzw. Eko Patrol. Strażnicy z Eko Patrolu sami przyjeżdżają po ranne zwierzę, łapią je, a następnie zawożą do miejsca, gdzie uzyskuje ono pomoc. Dodzwoniłam się szybko, a również sympatyczny pan dyspozytor przyjął zlecenie z powagą, która mnie zaskoczyła. Przeprowadził krótki lecz fachowy wywiad dotyczący stanu i zachowania ptaka. Poinstruował, żeby nie karmić go, aby nie obciążać układu pokarmowego, zwłaszcza jeśli kawka czymś się zatruła. Polecił dać jej tylko wody na płaskim spodeczku. Poprosił, abym została na linii, a on skontaktował się z Eko Patrolem, aby dowiedzieć się, jaka jest jego dostępność. Okazało się, że o godzinie 20. jest zmiana dyżuru (dochodziła wówczas godzina 19.), więc Eko Patrol przyjedzie po ptaka dopiero około 21.

Jaś był bardzo przejęty. „Jasiu, idziemy teraz po wodę dla kawki” powiedziałam i poszliśmy do mieszkania. „Tato, ratujemy kawkę!” – zawołał pierworodny od progu. S był nieco zblazowany i zmęczony marudzeniem Igiego, któremu chyba wychodzą zęby. Poza tym dobrze zna te akcje nieco nawiedzonej małżonki. Już widzę jego minę, gdyby okazało się, że to on ma zawozić ptaka.

Po dostarczeniu kawce wody na pokrywce od serka wiejskiego, poszliśmy z Jasiem na położony kilkadziesiąt metrów od naszego bloku plac zabaw. Po 15 minutach jednak zimno i głód wygnały nas stamtąd. Gdy wyszliśmy z placu, zobaczyłam, że pod nasz blok podjeżdża patrol Straży Miejskiej. Ale się ucieszyłam! Jasiowi kazałam pedałować co sił i już po chwili rozmawiałam ze strażnikami. I znów przyjemni panowie. Dobrze, że podeszłam do nich, bo szukali kaczki, a nie kawki 😉 Typowy głuchy telefon – czyżbym mówiła przez nos? 😉 Kawka została schwytana w specjalną siatkę, a następnie przełożyli biedulkę do transportera. Mieli ich w samochodzie kilka, różnej wielkości. Mój śmiały przedszkolak wypytywał panów o wszystko, jak to on. Nie okazali zniecierpliwienia. Wyjaśnili, że ptak pojedzie do szpitala w ZOO, gdzie zostanie zaopatrzony, nakarmiony, napojony. A gdy wyzdrowieje, wypuszczony na wolność. Stwierdzili też, że kawka pozostawiona bez pomocy zapewne zostałaby schwytana przez kota lub zadziobana przez wrony.

Ptaki po wyleczeniu odzyskują wolność

fot. materiały prasowe Straży Miejskiej w Warszawie

Szczerze pisząc, nie spodziewałam się tak poważnego potraktowania sprawy. Kawka miała farta, że trafiła do mojego ogródka i że ją tam znalazłam. Oraz że cała rzecz miała miejsce w Warszawie. Wiem, bo sprawdziłam, że w małych miastach brakuje instytucji pomagającym psom w potrzebie, a co dopiero kawkom…

Stołeczny Eko Patrol w 2016 roku pomógł ponad 10 tysiącom zwierząt. Większość interwencji dotyczyło psów i kotów, ale podobno coraz więcej jest interwencji dotyczących ptaków. Więcej na temat działalności warszawskiego Eko Patrolu przeczytacie np. TU.

Strażnicy ze stołecznego Eko Patrolu są przeszkoleni przez specjalistów z warszawskiego ZOO.

Strażnicy Miejscy z Eko-Patrolu szkoleni są przez specjalistów z Warszawskiego ZOO

fot. materiały prasowe Straży Miejskiej w Warszawie

To nie jest moje pierwsze zetknięcie się ze Strażą Miejską. Zawsze szybko się dodzwaniam, rozmowa jest uprzejma i miła, a interwencja sprawna. Zupełnie odwrotnie było, gdy zdarzało mi się dzwonić na policję. Może miałam pecha.

Podobał Ci się artykuł? Chcesz być na bieżąco i wiedzieć o nowych postach? Dołącz do mnie na FB! Możesz to zrobić np. TU.

Kasia

Cechuje mnie ciągły głód słowa pisanego – zarówno czytania, jak i tworzenia. Na powstanie bloga wpłynęło kilka spraw, oprócz wspomnianego apetytu na pisanie były to: odpieluszkowe zapalenie mózgu, fascynacja doświadczeniem rodzicielstwa (z jego jasnymi i ciemnymi stronami) a zarazem próba nieutopienia się w nim, zainteresowanie zjawiskiem rodziny jako takim i – wreszcie – chęć zagłębiania się w historię życia codziennego i dzielenia się nią z Wami.

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *