Gdy twoje dziecko gorączkuje bez innych objawów. ZUM – 3 litery wywołujące ciarki na naszych plecach

dziecko gorączkuje bez innych objawów

ZUM. Takie sobie niewinne 3 literki, nawet sympatycznie brzmiące. Nie dla nas. U mnie i S ich brzmienie powoduje ciarki. To właśnie podejrzenie ZUM spowodowało ostatnio kilkudniowy pobyt naszego 5-miesięcznego Ignasia w szpitalu. Może popełnię osobny post na temat naszego pobytu, gdy do końca otrząsnę się z emocji szpitalnych. Na szczęście ostatecznie diagnoza się nie potwierdziła, inaczej nie wyszlibyśmy ze szpitala tak szybko. Co to jest ten ZUM, do licha, zastanawiacie się? Już wyjaśniam. To po prostu zakażenie układu moczowego. W przypadku dorosłych to zwykle pestka, zwłaszcza nam kobietom ta infekcja przytrafia się dość często i – choć też nie wolno jej bagatelizować –  nie wywołuje szczególnych emocji. Czemu więc ona tak wyolbrzymia – pytacie? Niestety, u dzieci, zwłaszcza niemowląt, sprawa nie jest tak błaha, ponieważ wiąże się z koniecznością podania antybiotyku. A że młodszym niemowlętom (poniżej 6. miesiąca życia) można go podać wyłącznie dożylnie, konieczna jest hospitalizacja. Nie muszę chyba dalej wyjaśniać, skąd takie larum. Nie sądzę, żeby ktoś z Was marzył o pobycie z maluszkiem w szpitalu. My jednak wyjątkowo boimy się tej infekcji ze względu na własne przejścia z Jasiem. Nasz starszak od urodzenia jest pod opieką urologa. 3 razy był z tego powodu pacjentem szpitala (całe szczęście, że tylko tyle i oby tak zostało!), w tym raz z powodu ZUM-u. ZUM ze względu na obciążony wywiad Jasia to coś, czego wciąż się boimy. W jego bowiem przypadku, choć jest już na tyle duży, aby dostać antybiotyk doustnie, wystąpienie tej infekcji oznacza szpital. Od urodzenia Jasia musimy wykonywać u niego badanie moczu rutynowo raz w miesiącu oraz przy każdej infekcji czy gorączce. Szczególną naszą czujność wzbudza sytuacja, gdy nasze dziecko gorączkuje bez innych objawów.

Dziecko gorączkuje bez innych objawów? Zbadaj mocz, to może być ZUM!

zakażenie układu moczowego mikroskopZakażenie układu moczowego jest drugą co do częstości przyczyną gorączki u małych dzieci i niemowląt2. A historia z Ignasiem była taka: mały w pewien piątkowy wieczór zupełnie niespodziewanie zagorączkował – miał 39 stopni w uchu. Innych objawów infekcji nie miał. Humor i apetyt też mu dopisywały. Zapisałam go na wizytę do pediatry na następny dzień. Będąc jednak przez przypadłość Jasia uczulona na kwestie urologiczne i bardziej od przeciętnego rodzica ich świadoma, pobrałam juniorowi mocz. Do woreczka, bo tak zawsze pobieraliśmy Jasiowi, gdy był malutki, a urolodzy nigdy tej metody nie zakwestionowali. Pani doktor pediatra nie stwierdziła u Ignasia żadnych objawów infekcji poza temperaturą i stwierdziła, że pewnie coś się zaczyna. Wówczas nieśmiało powiedziałam, że na wszelki wypadek pobrałam mu mocz. Dopiero wtedy pani doktor powiedziała, że to bardzo dobrze. Nie wiem, czy sama z siebie zleciłaby badanie moczu, nie zanosiło się na to. Niestety, nie zawsze pediatrzy zlecają wykonanie badania moczu w przypadku gorączki u niemowlęcia bez innych objawów. Chociaż taka jest ścieżka postępowania1 i tego są uczeni studenci medycyny. Byliśmy z Ignasiem w szpitalu akademickim, odwiedziło nas kilka grup studentów. Słyszałam więc, jak lekarz, który ich uczył, tłumaczył im, że tak należy robić.

Wkrótce po powrocie od pediatry zadzwoniła do mnie lekarka (nie ta sama, u której byliśmy) z informacją, że wyniki badania moczu nie są do końca dobre. Ignaś miał podwyższony poziom leukocytów w polu widzenia. Norma jest do 5, on miał ich w przedziale 5-10. Innych odchyleń od normy nie było. Pani doktor stwierdziła, że to może być początek infekcji dróg moczowych. Od urologa prowadzącego Jasia od urodzenia wiemy, co oznacza podwyższony poziom leukocytów w moczu.

O czym świadczą leukocyty w moczu? Czy zawsze oznaczają ZUM?

 

zakażenie układu moczowego laboratorium

Poziom leukocytów w moczu powyżej normy to inaczej, fachowo, leukocyturia (do 20 leukocytów w polu widzenia) lub ropomocz (powyżej 20). Nie musicie jednak znać tych nazw 😉 Dobrze zaś wiedzieć, że to właśnie leukocyturia lub ropomocz jest najważniejszym wskaźnikiem infekcji dróg moczowych. Nasza urolog zawsze powtarza: „Najważniejsze są leukocyty”. Inna sprawa, że zwykle podczas infekcji układu moczowego w moczu pojawiają się też inne odchylenia od normy: zwiększona ilość bakterii, białko i erytrocyty. Jednak te wszystkie odchylenia występujące bez leukocyturii/ropomoczu raczej nie świadczą o ZUM‑ie. Choć z pewnością ich pojawienie się powoduje konieczność skonsultowania się z lekarzem i powtórzenia badania moczu. Mogę się trochę powymądrzać na ten temat, bo wykonywaliśmy Jasiowi badanie moczu setki razy. I czasem pojawiały się liczne bakterie, mimo podmycia. Zazwyczaj oznacza to – podobno – zanieczyszczenie próbki.

Leukocyturię lub ropomocz (a więc i ZUM) wykrywa się w zwykłym badaniu ogólnym moczu. Oczywiście, w przypadku stwierdzenia nieprawidłowości, lekarz zleci wykonanie posiewu moczu, choćby w celu dobrania odpowiedniego antybiotyku.

A oto co było dalej z nami: Pani doktor spytała, czy dokładnie podmyliśmy dziecko przed pobraniem. No i tu muszę się przyznać, że się nie popisałam. Spieszyliśmy się do lekarza, było trochę nerwowo, a 5-miesięczne dziecko trudno podmyć. Tylko przetarłam więc Ignasia w wiadomym miejscu. Sądziłam, że od niedokładnego podmycia może wystąpić co najwyżej więcej bakterii w moczu, ale nie leukocyty. Pani doktor zaleciła powtórzenie badania. Kazała tym razem dokładnie podmyć dziecko przed pobraniem moczu. Wykonaliśmy więc operację podmycia: S trzymał delikwenta, a ja umyłam go pod prysznicem. Następnie przykleiliśmy woreczek. Po kilku godzinach od zawiezienia drugiej próbki znów odebrałam telefon od tej samej lekarki. Tym razem, mimo dokładnego mycia, leukocytów było jeszcze więcej: 20-30 w polu widzenia. Pani doktor zaleciła udanie się z dzieckiem do szpitala, gdzie badanie moczu miało zostać powtórzone, a w przypadku potwierdzenia ZUM-u, mały miał zostać w szpitalu, aby otrzymać antybiotyk drogą dożylną.

Jakież było nasze (bardzo nieprzyjemne, rzecz jasna!) zdziwienie, że to nasz młodszy synek, który nie ma żadnych problemów urologicznych, a nie Jasiek, którego prędzej można o to podejrzewać, dostał najprawdopodobniej ZUM. Pomijając na razie szczegóły, również moje płacze, panikę i konieczność szybkiego zorganizowania opieki nad Jasiem (jak dobrze mieć wspaniałych sąsiadów!), zostaliśmy przyjęci na oddział pediatryczny, gdzie mocz został pobrany po wielu bolesnych próbach o godzinie 2. w nocy. Trwało to tak długo, bo trzeba było złapać mocz do pojemniczka. Lekarze ze szpitala, do którego trafiliśmy (nowy szpital pediatryczny przy Warszawskim Uniwersytecie Medycznym – Samodzielny Publiczny Dziecięcy Szpital Kliniczny przy Żwirki i Wigury), nie uznają pobierania moczu do woreczka, ze względu na możliwość uzyskania przekłamanego wyniku. Jak to w szpitalu, wynik badania moczu był szybko, co więcej wykazał on… brak leukocytów i jakichkolwiek innych wskaźników infekcji dróg moczowych! Co więcej, również wskaźnik CRP w badaniu krwi był niski, co świadczyłoby o tym, że to infekcja wirusowa, a nie bakteryjna. Dyżurująca pani doktor stwierdziła, że to może być tzw. trzydniówka. Nie myślcie jednak, że od razu wypuścili nas do domu, o nie. Musieliśmy odsiedzieć swoje, wyszliśmy po 4 dobach. Mały po drodze złapał rotawirusa (liczcie się z tym, że każdy pobyt w szpitalu to duże prawdopodobieństwo zarażenia się nim…), na szczęście o lekkim przebiegu. W 4. dobie od wystąpienia gorączki u Ignasia pojawiła się wysypka, co stanowiło potwierdzenie rumienia nagłego, inaczej gorączki trzydniowej, potocznie zwanej trzydniówką. Trzydniówka jest kolejną, obok zakażeń układu moczowego, częstą przyczyną gorączki bez innych objawów (do momentu wystąpienia wysypki) u dzieci.

Na podstawie doświadczeń z Jasiem, sądziłam, że leukocyty w moczu zawsze oznaczają ZUM. Teraz widzę, że tak jest prawie zawsze. Okazuje się, że same leukocyty, bez innych wskaźników infekcji w badaniu ogólnym moczu, to niekoniecznie ZUM. U Ignasia leukocyturia wystąpiła podczas infekcji wirusowej, tzw. trzydniówki. Lekarze ze szpitala stwierdzili, że na wynik najprawdopodobniej wpłynął fakt, że mocz był pobierany do woreczka, a nie „złapany” do sterylnego pojemnika. Jednak w przypadku Jasia woreczki nas nigdy nie zawiodły. Co więcej, w Klinice Urologii Dziecięcej Centrum Zdrowia Dziecka pobiera się niemowlętom mocz tą właśnie drogą. Mimo to, na drugi raz, aby uniknąć podobnych wątpliwości, pobierzemy Ignasiowi mocz do pojemniczka. Do tej pory sądziliśmy, że „złapanie” moczu u niemowlaka to rzecz, jeśli nie niemożliwa, to mega trudna. W szpitalu za drugim razem udało się jednak to zrobić sprawnie i bezboleśnie – doświadczona pielęgniarka pokazała mi jak.

Jak u niemowlęcia „złapać” mocz do badania?

 

zakażenie układu moczowego u niemowlaka

Kiedy zawsze chce nam się siusiu? Ano po przebudzeniu. Dzieci, także niemowlaki, nie odróżnią się w tym od dorosłych. Z tym, że jeśli chcemy złapać siusiu od razu po obudzeniu się malca, nie wchodzi w rachubę prysznic. Podmycie więc musi polegać na dokładnym przetarciu okolic cewki moczowej wacikami nasączonymi ciepłą wodą i odrobiną detergentu stosowanego przez nas do mycia dziecka. W szpitalu pielęgniarki stosują jałowe gaziki i Octenisept. Robimy więc tak: kładziemy dziecko do spania na czymś, co może zostać zamoczone. Dobre są np. podkłady do przewijania z Rossmanna. Trzeba też mieć na uwadze, że teren wokół może również zostać oblany. Gdy dziecko zaśnie, przygotowujemy rzeczy potrzebne do podmycia – dokładnie umytą miseczkę, waciki lub gaziki, ewentualnie Octenisept. Czyhamy na moment, gdy maluch zaczyna się przebudzać. Gdy zacznie, dokładnie myjemy ręce, nalewamy wodę z detergentem i cały osprzęt potrzebny do mycia umieszczamy blisko dziecka. Bierzemy sterylny (taki opakowany w folię, nie mylić z pojemnikiem na posiew) pojemniczek, wyjmujemy go z folii. Następnie luzujemy wieczko (nie otwieramy, aby uniknąć dostania się bakterii do środka) i umieszczamy go obok rzeczy do mycia. Gdy dziecko zaczyna się budzić, sprawnie rozbieramy je od pasa w dół, zdejmujemy pieluchę i myjemy. Po umyciu pozostaje nam ulokowanie się nad dzieckiem i czekanie na siusiu z pojemniczkiem z poluzowanym wieczkiem w ręku. Okazuje się, że taki „sik” chwilę trwa, więc przy zajęciu dobrej pozycji, powinniśmy zdążyć otworzyć wieczko i podstawić pojemniczek. Gdy już osiągniemy sukces, szybko zakręcamy wieczko. Cóż za satysfakcja, gdy się uda! Przyznam jednak, że w przypadku dziewczynki operacja może być trudniejsza. Wiem również, że nie zawsze jest czas, aby czekać aż dziecko zaśnie, a następnie się obudzi. Wtedy pozostaje nam polowanie na siku. Oczywiście po wykonaniu zabiegów higienicznych. Polecam wcześniej przynajmniej nakarmić niemowlę, aby miało czym siusiać.

Z naszego doświadczenia wynika, że ilość moczu do badania ogólnego nie musi być duża. Aby stwierdzić obecność leukocytów, wystarczy kilka mililitrów. Oczywiście im więcej się uda złapać, tym lepiej. O ile wiem, za mała ilość moczu może jedynie spowodować problem z oznaczeniem ciężaru właściwego. Próbkę moczu trzeba niezwłocznie dostarczyć do punktu pobrań. Wynik badania koniecznie pokażcie lekarzowi, zwłaszcza jeśli są w nim nieprawidłowości. ZUM na szczęście dobrze się leczy. Ważne, żeby szybko zdiagnozować infekcję, a następnie porządnie wyleczyć, u dziecka zawsze pod nadzorem lekarza. Jeszcze jedno: domagajmy się skierowania na USG układu moczowego po przebytej infekcji dróg moczowych. Zwłaszcza w sytuacji nawrotów ZUM. Zdarza się, że nawracające infekcje są objawem wady układu moczowego. Nie chce Was straszyć, tylko zachęcić do upewnienia się, że wszystko jest OK. Czy ZUM zawsze przebiega bezobjawowo? Nie, zwłaszcza gdy choroba się rozwinie. Po czym, oprócz gorączki, możemy poznać, że dziecko może mieć zakażenie układu moczowego?

Jakie mogą być objawy ZUM oprócz gorączki?

W przypadku Jasia zaniepokoiły nas oprócz podwyższonej temperatury: brak apetytu oraz zmieniony, ostry zapach moczu. Mocz po przelaniu do pojemniczka był mętny. Charakterystyczne więc, że u Ignasia, u którego nie potwierdzono ZUM, żadnego z tych objawów nie było. W zaawansowanym stadium oraz w zależności od umiejscowienia infekcji (cewka moczowa, pęcherz, miedniczki nerkowe) mogą wystąpić też bóle brzucha, ból przy oddawaniu moczu, częstsze jego oddawanie, krew widoczna w moczu czy wymioty. Doświadczyłam paskudnego ZUM z większością wymienionych objawów jako 5-letnia dziewczynka. Pamiętam to do dziś. O części z tych objawów dowiemy się tylko od starszego dziecka, w końcu niemowlę nie powie nam, co je boli.

Nie życzę ani nam, ani Wam żadnych ZUM-ów! Czy możemy zrobić coś, żeby uniknąć infekcji dróg moczowych u naszego dziecka?

Profilaktyka zakażeń dróg moczowych

 

zakażenie układu moczowego codzienna higiena okolic ujścia cewki moczowej

Aby zmniejszyć ryzyko wystąpienia ZUM u naszego dziecka, powinniśmy przede wszystkim dbać o higienę okolic ujścia cewki moczowej. Ważne jest też niedopuszczanie do zaparć poprzez dietę bogatą w błonnik. Starsze dzieci uczulajmy, aby nie przetrzymywały siusiu i aby przy siusianiu opróżniały pęcherz do końca. Dbajmy, aby nasze dzieci piły dużo płynów, najlepiej wody. Korzystne jest też podawanie żurawiny w różnych postaciach (np. żurawina suszona, kisiel lub kompot ze świeżej lub mrożonej żurawiny, sok z żurawiny)2. Do działań profilaktycznych należy również całkowite wyleczenie ZUM, jeśli już się przytrafi. W razie nawrotów infekcji układu moczowego warto odwiedzić urologa dziecięcego3. Na podstawie własnych doświadczeń i własnej wiedzy polecam zwłaszcza tych, którzy pracują w Klinice Urologii Dziecięcej Centrum Zdrowia Dziecka. Podobno jest to najlepsza urologia dziecięca w Polsce i jedna z lepszych w Europie.

Prawdziwe kompendium wiedzy o ZUM u dzieci stanowi artykuł autorstwa kierownika tej kliniki. Polecam, jeśli nie przeraża Was naukowy charakter tekstu.

Na koniec dodam od siebie: uważajcie na zabawki do kąpieli z dziurką, zwłaszcza gumowe kaczuszki. Są siedliskiem grzybów i pleśni. To przez to, że nie da się do końca usunąć wody, która dostaje się przez dziurkę. Nie wierzycie? Rozetnijcie taką gumową (używaną dłuższy czas) kaczkę na pół. Zresztą wiele już na temat tej zabawki powiedziano, wystarczy wyguglać… Wprawdzie nigdzie nie znalazłam informacji, że drobnoustroje znajdujące się w niej mogą spowodować konkretnie ZUM. Jednak chyba lepiej nie sprawdzać tego na własnym dziecku…

 

Post napisałam na podstawie wiedzy zdobytej drogą własnych doświadczeń. Nie może on zastąpić porady lekarskiej. W razie podejrzenia u dziecka ZUM należy niezwłocznie skonsultować się z lekarzem pediatrą lub urologiem dziecięcym.

 

Podobał Ci się artykuł? Chcesz być na bieżąco i wiedzieć o nowych postach? Dołącz do mnie na FB! Możesz to zrobić np. TU.

 

Źródła:

  1. http://www.czytelniamedyczna.pl/518,zakazenia-drog-moczowych-etiologia-charakterystyka-kliniczna-pobieranie-materia.html
  2. http://www.przeglad-urologiczny.pl/artykul.php?1145
  3. http://pediatria.mp.pl/choroby/ukladmoczowy/75067,zakazenia-ukladu-moczowego

Kasia

Cechuje mnie ciągły głód słowa pisanego – zarówno czytania, jak i tworzenia. Na powstanie bloga wpłynęło kilka spraw, oprócz wspomnianego apetytu na pisanie były to: odpieluszkowe zapalenie mózgu, fascynacja doświadczeniem rodzicielstwa (z jego jasnymi i ciemnymi stronami) a zarazem próba nieutopienia się w nim, zainteresowanie zjawiskiem rodziny jako takim i – wreszcie – chęć zagłębiania się w historię życia codziennego i dzielenia się nią z Wami.

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *