Jesteś lub zamierzasz zostać rodzicem? Wiele stracisz, wiele zyskasz. Część I

plusy i minusy bycia rodzicem uścisk dłoni dziecka

 

Pomysł na ten post „wpadł mi do komina” (skąd to cytat, no skąd? 😉 ), gdy czekałam na zielone światło na przejściu dla pieszych, wracając po kolejnym popołudniu spędzonym z dziećmi na placu zabaw. Popołudniu podczas którego Junior brykał na kocyku, Starszak szalał z ziomalami z przedszkola, a ja gawędziłam sobie z innymi mamami. No dobra, aż tak sielankowo nie było. Dzieciaki trochę mnie absorbowały. Jednak co sobie pogadałam, to moje. Placów mamy w naszej okolicy sporo i nigdy nie brakuje chętnych do wyprawy po przedszkolu. To nie tylko dla mnie sposób na przetrwanie w jako takim spokoju popołudnia i wieczoru… Dla mnie jednak te spotkania są czymś więcej – okazją do pogadania z kimś dorosłym po całym dniu spędzonym z niemowlakiem, z którym – jak sama nazwa wskazuje – za bardzo się nie pogawędzi (choć można robić inne rzeczy, których nie zrobię z dorosłymi – oczywiście! np. pierdzioszki na brzuszku 😉 ). Dają mi także poczucie, że nie jestem w tej swojej macierzyńskiej doli i niedoli sama. Stojąc na tych światłach, pomyślałam sobie, że gdyby nie to, że jestem mamą przedszkolaka, nie poznałabym tych wszystkich równych babek. Zaczęłam się zastanawiać, co jeszcze dało mi macierzyństwo, zabierając jednocześnie masę innych rzeczy, słowem: robić mój osobisty bilans plusów i minusów bycia rodzicem.

 

Myślę sobie o tym od kilku dni, a wczoraj wieczorem, gdy niespodziewanie nasz młodszy synek zrobił nam prezent w postaci paru chwil spokoju wieczorem (po prostu odleciał chwilę po 21.00 zamiast, jak zwykle, bliżej 23.00), wymieniłam swoje refleksje z S. Okazało się, że jego męskie i ojcowskie spojrzenie nie różni się tak bardzo od mojego. Wskazał jako główne wady i zalety rodzicielstwa bardzo podobne kwestie, do tych, które i ja zauważam.

 

Jak się zapewne już domyślacie, podzielę się z Wami swoimi przemyśleniami w tym poście. Na to jakie są te spostrzeżenia, ma z pewnością wpływ wiek moich dzieci. Nieco inne blaski i cienie rodzicielstwa opisaliby rodzice starszych pędraków. Tych plusów i minusów wypisałam sobie sporo, więc żeby Was nie zamęczyć – będę o nich opowiadała w odcinkach.

 

O plusie 1 już napisałam – to okazja do zawierania ciekawych znajomości. Co dalej? Dalej będzie minus 😉 Dla równowagi będę podawała zauważone przeze mnie minusy i plusy rodzicielstwa na przemian.

 

Minus 1

Niemożność wyspania się

Dla mnie osobiście największy ból. Jestem z natury nieodporna na niedostatek snu, a jest on wpisany w bycie mamą niemowlęcia, a często i małego dziecka. Choć muszę przyznać, że moje dzieciaki (zwłaszcza Starszak, który w porównaniu do Młodego był ideałem niemowlęcia – w wieku 4 miesięcy przesypiał 8 godzin w nocy! Nie żeby maluszkowi czegoś brakowało, po prostu jest inny, w dodatku podobny w tym do nikogo innego, jak mnie samej…) są i tak dla mnie łaskawe. Ignacy późno zasypia, w związku z czym nie mam wieczorów dla siebie, ale jak już zaśnie, to budzi się dopiero rano, a później jeszcze idzie na drzemkę, w czym mu często towarzyszę. Do wymarzonych, przespanych jednym ciągiem 8 godzin jednak wciąż daleko. Ale doczekam się w końcu – mam nadzieję 😉 Przed osiemnastką chyba się Ignaś wyrobi…

Niezbyt przyjemne są również poranne pobudeczki, które fundują swoim rodzicom także te już trochę bardziej odrośnięte od ziemi pociechy. A lubi się posiedzieć w piątkowy czy sobotni wieczór, co? Właściwie to lubiło się (znów, po wyjściu Jasia z niemowlęctwa), zanim dołączył do nas Drugorodniak. Trzeba więc było negocjować z małżonkiem, kto wstanie rano do dziecka po takim posiedzeniu. Efekty tych negocjacji były różne…

 

Plus 2

Miłość, miłość, miłość!

Wraz z pojawieniem się (nie u wszystkich następuje to od razu, wiem, choć jestem szczęściarą, bo u mnie nastąpiło) tej małej istotki przekonujemy się, że możemy kogoś kochać bardziej niż siebie samych. I zadziwia nas pojemność własnego serducha, które jest w stanie zmieścić taki ogrom miłości, o którym nie mieliśmy pojęcia. Najbardziej intensywnie czuję ową miłość do moich maluchów, gdy nie krzyczą i niczego ode mnie nie chcą, czyli kiedy śpią :p Dużo już powiedziano i napisano o matkach przypatrujących się swoim pogrążonym w błogim śnie aniołkom, niemalże płaczących z miłości do nich. Chociaż chwilę wcześniej ten aniołek był diabełkiem, który wzbudzał we mnie najgorsze, a nie najlepsze instynkty, gdy śpi, zalewa mnie fala miłości, czułości i… wyrzutów sumienia. Że znów puściły mi nerwy i krzyknęłam, że znów nie dałam mu tyle uwagi, ile bym chciała, że znów pokazałam kilka razy ciemniejszą stronę swojego charakteru. Ale chwileczkę, ten punkt miał być przecież opisem „plusa”, a ja tu zbaczam w niebezpieczne rewiry :/ Na tym więc poprzestanę.

 

Minus 2

Przestajemy decydować o tym, co będziemy robić

Wraz z pojawieniem się potomka, zaczynamy robić wszystko „pod niego”. Począwszy od godziny wstania i położenia się spać, poprzez to, co zjemy na obiad, aż po wybory dotyczące wakacji i pracy. Przykład? Zamiast zrobić wyprawę w wysokie Tatry, jedziemy po raz dziesiąty nad polskie morze – bo bezpiecznie, bo plaża jest dla malucha niczym wielka piaskownica. Po raz kolejny liczymy na to, że tym razem nie będzie co chwila prosił, żeby mu nabierać wody do wiaderka, tylko będzie długo budował zamki z piasku, a my na tym piasku trochę poleżymy i wygrzejemy w spokoju te swoje zmęczone kości. Muszę przyznać, że zauważam jednak różnicę – im Jasiek starszy, tym dłuższe są chwile względnego spokoju. No i zawsze można się zmieniać – tak robiliśmy z S. Jak będzie z dwójką? Tego jeszcze nie wiem, bo plażowanie w obecnym składzie dopiero przed nami.

 

plusy i minusy bycia rodzicem dziecko na plaży

 

Plus 3

Konieczność ruchu i przebywania na świeżym powietrzu

Inne zalety o charakterze emocjonalnym zostawiam sobie na później, aby teraz wskazać pozytywny aspekt rodzicielstwa o innym charakterze: okazuje się że, bycie rodzicem może pomóc nam zachować zdrowie i formę 🙂 Mam tu zresztą – wybaczcie, nic na to nie poradzę – skojarzenia z psem. Tak samo, jak w przypadku posiadania czworonoga, tak i gdy mamy małego dwunoga, to mamy też pewność, że za długo miejsca na kanapie nie zagrzejemy. Z niemowlęciem spacerki, z dwulatkiem bieganie za nim, z przedszkolakiem wyprawy piesze i rowerowe lub pikniki i posiedzenia na placykach zabaw – zwłaszcza w sezonie wiosenno-letnim. Nawet ci leniwi, którym nie chce się ruszyć z domu, raczej wolą z niego wyjść niż ponosić konsekwencje trzymania tego swojego kochanego szczeniaczka w 4 ścianach.

 

Minus 3

Strach

Otrzymujemy go w komplecie wraz z miłością w momencie przyjścia potomka na świat i komplecik ten niesiemy w swym bagażu już do końca. Niestety – podobno – nie zmniejsza się, gdy dziecko dorasta, ani dorośleje, wręcz przeciwnie, bo im starsze, tym mniejszy wpływ na niego mamy. Taki lajf. Co więcej, nie możemy przecież zatruwać tym swoim lękiem życia dzieciakowi, a potem nastolatkowi i – wreszcie – dorosłemu. To nasz i tylko nasz problem, z którym przychodzi się nam, rodzicom zmierzyć. Na podstawie własnego (dotychczasowego, rzecz jasna) doświadczenia stwierdzam, że ten lęk najlepiej po prostu zaakceptować i oswoić – wtedy będzie mniej nas gryzł niż wówczas, gdy będziemy z nim mocno walczyć. Jednocześnie nie ma co dawać tej bestii zbyt dużo mięsnego pożywienia (jakim jest podkręcanie w sobie lęku poprzez snucie różnych scenariuszy) – żeby się nie zrobiła zbyt agresywna. Można – a nawet trzeba – z tym lękiem jakoś żyć i współegzystować.

 

Plus 4

Zyskujemy osobę, która nas bezwarunkowo i bezterminowa kocha

Palce zawisły mi nad klawiaturą, bo czuję, że do tego punktu nie trzeba chyba już nic dodawać.

 

plusy i minusy bycia rodzicem rączki dziecka

 

Mam nadzieję, że jest on dostatecznie optymistycznym akcentem, tym bardziej, że końcowym, przynajmniej dla tej części moich wynurzeń. Ale będzie ich więcej – tak jak okazji do myślenia podczas czekania na czerwonym świetle 😉

Podobał Ci się wpis? Chcesz być na bieżąco i wiedzieć o nowych postach? Dołącz do mnie na FB! Możesz to zrobić np. TU.

Kasia

Cechuje mnie ciągły głód słowa pisanego – zarówno czytania, jak i tworzenia. Na powstanie bloga wpłynęło kilka spraw, oprócz wspomnianego apetytu na pisanie były to: odpieluszkowe zapalenie mózgu, fascynacja doświadczeniem rodzicielstwa (z jego jasnymi i ciemnymi stronami) a zarazem próba nieutopienia się w nim, zainteresowanie zjawiskiem rodziny jako takim i – wreszcie – chęć zagłębiania się w historię życia codziennego i dzielenia się nią z Wami.

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *