Marchewkowy terror

rozszerzanie diety marchewkowy terror

Jakieś dwa tygodnie temu znalazłam w skrzynce na listy awizo. Ten świstek papieru zawsze budzi w nas ambiwalentne emocje – czyż nie? Niepokój i zaciekawienie zarazem. Mandat? List z urzędu? A może jednak coś miłego? Dopiero po bliższym przyjrzeniu się zauważyłam, że nie jest to list polecony, ale „przesyłka do niestandardowych wymiarach”. Uznałam, że pewnie któraś z koleżanek postanowiła zrobić mi niespodziankę i przesyła mi coś dla maluchów. Nie trafiłam. S przyniósł z poczty pudełko od firmy Hipp. W środku znalazłam słoiczek zawierający sugerowany pierwszy posiłek (młoda marchew z ziemniakami) oraz folder informacyjny i kupony promocyjne do sklepów sieci Rossmann. Z pewnością zresztą to samo przytrafiło się wielu z Was, posiadaczek karty Rossnę i adresatek tej samej kampanii reklamowej… Czy to rzeczywiście był odpowiedni moment na rozszerzanie diety małego Ignasia?

Kiedy rozpocząć rozszerzanie diety niemowlaka – standardy WHO a schematy żywienia niemowląt

Będąc świadoma najnowszych zaleceń WHO (World Health Organization) dotyczących żywienia niemowląt1, miałam w planie karmić Ignasia wyłącznie piersią przez 6 miesięcy. Przesyłka zaś dotarła do mnie kilka dni przed jego 5. miesięcznicą. W schematach żywienia niemowląt, publikowanych przez producentów gotowych posiłków dla dzieci, jako moment stosowny do rozszerzenia diety podaje się na podstawie stanowiska PTGHiŻD (Polskiego Towarzystwa Gastroenterologii, Hepatologii i Żywienia Dzieci)2 ukończony 4. miesiąc życia (17. tydzień). Niestety, schematy te wprowadzają chaos informacyjny.

Co na to autorytety z polskiej blogosfery?

Bardzo dobrze opisały to na swoich blogach Hafija TU3 oraz Małgorzata Jackowska TU4, blogujące autorytety w dziedzinie karmienia piersią i żywienia dzieci. W skrócie: WHO podaje rzeczywiście, że ukończony 4. miesiąc życia dziecka to moment, kiedy najwcześniej można podać mu żywność inną niż mleko. Zarówno modyfikowane, jak i mleko mamy (choć w przypadku tego pierwszego stanowisko WHO nie jest jednoznaczne). Natomiast zaleca, aby karmić dziecko wyłącznie piersią przez pierwszych 6 miesięcy życia.

Sprzeczność? Tak może się rzeczywiście wydawać na podstawie lektury samego schematu żywienia niemowląt. Jak jednak wyjaśnia Małgorzata Jackowska, polskie zalecenia opublikowane przez PTGHiŻD to artykuł, którego schemat jest tylko częścią. Z czego skrzętnie korzystają producenci żywności dla niemowląt, publikując sam schemat i umieszczając na słoiczkach i kaszkach informację „po 4. miesiącu”. Robią to zresztą zgodnie z prawem UE, według przepisów którego ukończone 4 miesiące to granica bezpieczeństwa, najwcześniejszy wiek podania żywności specjalnego przeznaczenia medycznego4.

Dlaczego pośpiech jest niewskazany?

Podając dziecku stały posiłek po 4. miesiącu, ale przed 6. miesiącem życia, nie wyrządzimy mu krzywdy, jednak, jak pisze Hafija, mleko mamy jest dla dziecka w pierwszych 6 miesiącach życia:

1.

Wystarczające – nie ma potrzeby wprowadzania nowych pokarmów w tym czasie.

2.

 Najbardziej odżywcze – zawiera dużo więcej potrzebnych dziecku składników odżywczych niż np. marchewka.

3.

Najlepiej przyswajalne – układ pokarmowy dziecka po 6. miesiącu (wcześniej tym bardziej) dopiero uczy się trawić pokarm inny niż mleko. Początkowo więc w małym stopniu przyswaja zawarte w nim składniki odżywcze.

Wobec tego nie należy zastępować karmienia piersią posiłkami uzupełniającymi, tylko traktować je jako dodatkowe. W przeciwnym wypadku dziecko może zacząć wolniej przybierać na wadze!3

Marchewkowy terror?

Do czego więc tu się spieszyć? Skąd ten marchewkowy terror, podtrzymywany przez potoczną opinię, odporną na nową wiedzę w postaci aktualnych zaleceń WHO i PTGHiŻD? Co gorsza, także przez wielu pediatrów! Jak ubolewają cytowane blogerki oraz ich czytelniczki w komentarzach, wielu lekarzy nie aktualizuje swojej, zdobytej przecież wiele lat temu, wiedzy medycznej.

Trzymając w ręku wspomniany słoiczek oraz foldery informacyjne, z których krzyczały do mnie „ukończony 4. miesiąc”, „pierwsza łyżeczka” i marcheweczka, przez chwilę sama nabrałam wątpliwości. Może jednak zrobić już Ignasiowi jakąś zupkę lub kaszkę? – zapytałam S. Zwłaszcza że wtedy akurat młody gorzej spał w nocy. To właśnie nadzieja, że dziecko będzie przesypiało noce jest głównym powodem dla którego mamy decydują się przedwcześnie wprowadzić stałe posiłki. Po kilku dniach sen Ignasia się poprawił, a mi ponowna lektura cytowanych postów pozwoliła mi się otrząsnąć.

Choć będąc mamą po raz pierwszy, uległam marchewkowemu terrorowi. Pod jego wpływem oraz kierując się zaleceniami pediatry, zaraz po ukończeniu przez Jasia 4 miesięcy, zaczęłam go faszerować marchewką. Jasiek swój stosunek do tego warzywa wyrażał w jeden tylko sposób: plując nim we mnie i na wszystko wokół. Będąc jednak mamą niedoświadczoną, a przejętą wypełnianiem obowiązujących wówczas zaleceń, nie poddawałam się. Było wtedy upalne lato, a że po „karmieniu” Jasia miałam obryzgane marchwią dosłownie WSZYSTKO, czynność karmienia wykonywałam… na golasa! Goluteńki, w samej pieluszce, był oczywiście również mały Jan. Wiecie, jak się odpierają plamy z marchewki… Tyle dobrego, że mamy teraz co wspominać i z czego się pośmiać.

Po marchewce przyszła pora na zupki. Wówczas zalecano, aby początkowo były to same warzywa. Spotykał je jednak podobny los, jak marchewę. Pierworodny tak bardzo, jak tylko umiał, próbował mi powiedzieć, że jedynym posiłkiem, którego wtedy potrzebował, było mleko. Dopiero dodawanie mięsa do zup, i to w ilościach znacznie większych, niż zalecano, spowodowało aprobatę Jana.

Co można podać jako pierwszy posiłek? Co z glutenem?

Właśnie, całe szczęście, że dziś w schemacie rozszerzania diety jest znacznie większa swoboda. Już nie każe się futrować małych nieszczęśników samą marchwią. Choć wydaje się, że w potocznej opinii i praktyce to wciąż ona jest uważana za najlepszy pierwszy stały posiłek dziecka2. A tymczasem dziś można na legalu podawać dziecku od początku (oczywiście z zachowaniem zasad zdrowego rozsądku!), oprócz marchewki i kaszek, także owoce (np. jabłko, banan), inne warzywa, mięso, ryby i wreszcie: całe jajko zamiast sławetnej połowy żółtka. Próbowałyście kiedyś rozdzielić żółtko na pół? A co ze słynną „ekspozycją na gluten”? M. Jackowska napisała TU, że według wyników najnowszych badań podawanie małych ilości glutenu młodszym niemowlętom wcale nie zmniejsza ryzyka wystąpienia celiakii. Optymalne jest więc podawanie dziecku produktów z glutenem, tak samo jak innych, po 6 miesiącach5.

Mając takie, a nie inne doświadczenia z pierwszym dzieckiem, po pierwsze: nie zamierzam spieszyć się do rozszerzania diety. Choć miewam momenty zwątpienia pod wpływem zdarzeń takich jak to z otrzymaniem słoiczka. Mam jeszcze prawie miesiąc, aby cieszyć się niewinnością i świeżością dziecka, które pachnie tylko czystością, niemowlęcością i mlekiem mamy. Bo wraz z podaniem czegokolwiek innego niż mlesio, kończy się pewien etap. Także etap kup niemających zapachu kupy 😉 Cieszę się również ostatnimi chwilami wygody, jaką jest karmienie wyłącznie cycuchem, bez konieczności pichcenia dla dziecka. Nie żeby te pierwsze posiłki były szczególnie czasochłonne. Zawsze to jednak dodatkowy obowiązek.

Po drugie, planuję podać Ignasiowi jako pierwszy posiłek marchew z dodatkiem jabłka. Chyba że, inaczej niż starszy brat, zapała miłością do samej marchewki. Jak napisała Hafija, nie trzeba bać się, że maluch przyzwyczai się słodkiego smaku owoców. Każdy, kto odważył się kiedyś spróbować kobiecego mleka, wie, że jest ono słodkie. Dziecko ten smak już doskonale zna3.  To tłumaczy miłość dzieciaków do słodyczy, prawda? Mam również zamiar odpuścić same przeciery warzywne i dodać mięcho do pierwszej zupki. Niech się chłop naje! Gdy już przekroczymy Rubikon, najpierw uronię łzę, że już nigdy nie wróci ten pierwszy, niewinny czas, a potem napiszę Wam, jak zareagował Igi. A gdy drugorodniak będzie w pełni stabilnie siedział, przyjdzie czas na BLW, które sprawdziło się przy Jasiu. STOP. Nie wybiegam dalej w przyszłość.

O pewnym eksperymencie żywieniowym

Zamiast tego mała opowiastka z przeszłości. A rzecz będzie o…mnie samej. Według relacji mojej rodzicielki, miała ona za mało mleka (a jak wiadomo, o porządnych laktatorach można było wówczas tylko pomarzyć), a ja słabo ssałam. Właściwie to więcej spałam przy cycu, niż jadłam. Co gorsza, na nic zdawały się próby nakarmienia mnie butlą. Cytując mamę: „plułam dalej, niż widziałam”. Mama, widząc, że jej dziecko marnieje w oczach, zamiast przybierać, a ze strony pediatrów słysząc o karmieniu sondą w szpitalu jako o jedynej radzie, poszła po rozum do głowy i zaczęła czytać. Natrafiła na amerykański artykuł, w którym wyczytała o koncepcji podawania dziecku w takiej sytuacji… mięsa, po ukończeniu 3 miesięcy. Dostałam więc w wieku 3 miesięcy siekaną, gotowaną polędwicę wołową. Według relacji rodziców, rzuciłam się na nią niczym dzikie zwierzątko. Wcinałam, aż mi się uszy trzęsły i powarkiwałam przy tym. Na popitkę dostałam wodę, którą mama podawała mi łyżeczką. Podobno od tego czasu zaczęłam wreszcie przybierać. Skończyły się też wrzaski i nieprzespane noce…

Nie będę Was jednak namawiać do powtórzenia tego eksperymentu. Według ekspertów podawanie dziecku żywności innej niż mleko przed ukończeniem 4 miesięcy (17 tygodni) może być zagrożeniem dla jego zdrowia. Choć spotykało to i wciąż spotyka wiele dzieci w różnych rejonach świata, kiedyś i dziś. Spotkało też mnie. Byłam zdrowym dzieckiem. Mówi się jednak, że konsekwencje błędów żywieniowych na samym początku mogą ujawnić się dopiero w dorosłym życiu, w postaci chorób cywilizacyjnych.

Aby nie kończyć pesymistycznym akcentem…

…cieszę się, że mam wystarczająco dużo mleka, dzięki czemu mogłam i mogę dać dzieciom, to co dla nich najlepsze i jeszcze długo cieszyć się zaletami tej formy karmienia. Choć trochę wad też się znajdzie. Och, ile bym dała za wieczorny kieliszek wina… Na sam koniec dodam, że czteroletni dziś Jaś ostatnio polubił chrupanie marchewki 😉

Podobał Ci się artykuł? Chcesz być na bieżąco i wiedzieć o nowych postach? Dołącz do mnie na FB! Możesz to zrobić np. TU.

Źródła:

  1. http://www.who.int/mediacentre/factsheets/fs342/en/
  2. Zasady żywienia zdrowych niemowląt. Zalecenia Polskiego Towarzystwa Gastroenterologii, Hepatologii i Żywienia Dzieci. „Standardy Medyczne/Pediatria” 2014, t.11, s.321-338 za: http://malgorzatajackowska.com/2014/07/25/zasady-zywienia-niemowlat-aktualne-stanowisko-ptghizd-1/
  3. https://www.hafija.pl/2014/05/rozszerzanie-diety-dzieci-zrob-to-dobrze.html
  4. http://malgorzatajackowska.com/2015/03/16/czym-sie-rozni-cztery-od-szesciu-czyli-o-tym-kiedy-rozszerzac-diete-niemowlecia/
  5. http://malgorzatajackowska.com/2016/05/05/jak-wprowadzac-gluten-2016-aktualizacja/

 

Post ten nie może zastąpić specjalistycznej porady lekarza lub dietetyka!

Kasia

Cechuje mnie ciągły głód słowa pisanego – zarówno czytania, jak i tworzenia. Na powstanie bloga wpłynęło kilka spraw, oprócz wspomnianego apetytu na pisanie były to: odpieluszkowe zapalenie mózgu, fascynacja doświadczeniem rodzicielstwa (z jego jasnymi i ciemnymi stronami) a zarazem próba nieutopienia się w nim, zainteresowanie zjawiskiem rodziny jako takim i – wreszcie – chęć zagłębiania się w historię życia codziennego i dzielenia się nią z Wami.

Może Ci się również spodoba

4 komentarze

  1. Ania napisał(a):

    Też przeżywałam przy pierwszym synu zmianę diety. Przy jego pierwszej kupie po stałym pokarmie poryczłam się jak głupia. I w jego przypadku pierwsze było jabłko.

  2. Asia Czubasia napisał(a):

    Mój synek (za chwilę będzie miał 7 miesięcy i cały czas pije z piersiierał lepiej niż dobrze i niezły z niego serdelek, przyb) zaczął sam interesować się stałymi pokarmami w okolicach końca 4 miesiąca życia. Miałam silne postanowienie wytrwać zgodnie z zaleceniami WHO do skończenia przez niego 6 miesięcy zanim podam mu stały pokarm, ale nie udało mi się to, bo dziecko tak usilnie domagało się naszego jedzenia, że kiedy trzymałam go na kolanach przy stole wisiał mi nad talerzem i darł się kiedy jedliśmy w jego obecności, aż pewnego dnia chwilę zanim skończył 5 miesięcy wyrwał mężowi widelec z ręki i ku naszemu przerażeniu pożarł kawałek marchewki (dobrze, że akurat jedliśmy warzywa z patelni). Stwierdziłam, że nie można dać się zafiksować w żadną stronę i trzeba słuchać dziecka – skoro żąda stałego jedzenia, to mu je damy. Mały od początku je z chęcią wszystko co mu podajemy (zaczęliśmy od ziemniaka, potem brokuły, marchewka i dynia), nigdy niczym nie pluł, zawsze jest ciekawy kolejnych nowych smaków, daje jasne sygnały kiedy chce jeszcze jeść, a kiedy ma już dość – ot taki smakosz z niego.

    • Kasia napisał(a):

      Posłuchałaś sygnałów od własnego dziecka i własnego instynktu – wydaje mi się, że o to w tym chodzi. Jasiek warzywa zaczął wsuwać chętnie, gdy zaczął dostawać je do rączki, zgodnie z metodą BLW. Z tym że zaczęliśmy ją stosować dopiero, gdy miał rok. Swoją drogą – fajny, zdecydowany facet z tego Twojego synka 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *