Nie utopić siebie w macierzyństwie

 

Zawsze najtrudniej zacząć. Pierwszy wpis. Wiele porwanych kartek, porzuconych myśli. Młodszy szkrab kilka dni temu skończył 3 miesiące. Starszy w tym miesiącu kończy 4 lata. Sytuacja w domu odrobinę się unormowała. Maluch lepiej śpi w nocy, a mieszkanie powoli przestaje przypominać poligon, choć do ładu nadal daleko.

Cieszy mnie to, zarazem jednak od kilku dni zaczyna sączyć się we mnie poczucie pustki. Zaczęło się od kilku kropli, z każdym dniem jest go więcej. Nie chcę czekać, aż mnie zaleje. Nie chcę utopić w nim siebie. Nie chcę utopić siebie w macierzyństwie.

Wiele godzin spędzam, karmiąc małego. Mam przy tym wolną jedną rękę i głowę. Gdy przez pierwszych kilka tygodni junior zamieniał dzień z nocą, przeczytałam chyba ze 20 książek na czytniku. Czytałam, żeby nie zasnąć, siedząc z nim przy piersi. I żeby przetrwać. Dzięki temu ciężar tych bezsennych nocy nie przygniótł mnie do reszty.

Ta noc już się skończyła. Teraz właśnie siedzę z maleństwem w ramionach. Maleństwo przy piersi. To piękny czas, gdy nie tylko karmię, ale i wpatruję się w to małe życie i czuję, jak wypełnia mnie miłość i czułość. To chwile słodkich tête-à-tête z małym synkiem, gdy po karmieniu patrzy się na mnie z zachwytem. Uśmiecha się do mnie i głuży.

Przyszedł jednak czas, gdy poczułam, że pora przypomnieć sobie, iż nie jestem wyłącznie matką. I żeby to macierzyńskie szczęście nie zostało zatrute jadem frustracji, pora zwrócić oczy na coś innego niż kolejny odcinek „Rancza” lub „Ojca Mateusza”, choć to świetne seriale. Aby dać siebie innym, także, i przede wszystkim, moim trzem chłopakom – mężowi i synom – nie mogę siebie zatracić. Wolna ręka sięgnęła więc po kartkę i długopis. Piszę, więc jestem.

Kasia

Cechuje mnie ciągły głód słowa pisanego – zarówno czytania, jak i tworzenia. Na powstanie bloga wpłynęło kilka spraw, oprócz wspomnianego apetytu na pisanie były to: odpieluszkowe zapalenie mózgu, fascynacja doświadczeniem rodzicielstwa (z jego jasnymi i ciemnymi stronami) a zarazem próba nieutopienia się w nim, zainteresowanie zjawiskiem rodziny jako takim i – wreszcie – chęć zagłębiania się w historię życia codziennego i dzielenia się nią z Wami.

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *