Nie zamykaj dziecka w pudełku!

Do niedawna wydawało mi się, że nie należę do rodziców narzucających dziecku schematy, poza tymi niezbędnymi: zasadami grzeczności i poszanowania drugiego człowieka oraz bezpieczeństwa. Ale żeby ograniczać moje dziecko w myśleniu, działaniu i tworzeniu? Wydawało mi się, że mnie to nie dotyczy. Wydawało mi się też, że wiem, jak wspierać kreatywność mojego dziecka i że robię to na co dzień. To wszystko mi się wydawało. Do czasu pewnego zdarzenia.

Miało ono miejsce kilka tygodni temu, podczas warsztatów dla dzieci w lokalnej bibliotece. Dzieciaki, po wysłuchaniu czytanej przez prowadzącą bajki, miały sporządzić do niej własne ilustracje. Gdy tylko maluchy usiadły przy stole wraz z towarzyszącymi im rodzicami, wzięły do łapek kredki i z wielkim zapałem zabrały się do pracy, zaczęło się. „Co to jest? Żabka? Niebieska? Żaby są zielone!”, „Księżniczka miała włosy blond, nie kolorowe, masz tu żółtą kredkę”, „A czemu ten twój obrazek taki smutny, te kolory takie ciemne, dorysuj jeszcze słoneczko”, „Daj, pomogę ci z tym rycerzem, bo bardzo trudno go dobrze narysować”, „A może lepiej ja już ci to narysuję”. Tego typu wypowiedzi padały z ust nie pani prowadzącej warsztaty, tylko rodziców.

Ta ostatnia przyglądała się, przysłuchiwała, a następnie komentowała mniej więcej tymi słowy: „A kto powiedział, że żaba nie może być niebieska! W bajkach wszystko jest możliwe!”, „Bardzo podoba mi się, że ta księżniczka ma takie kolorowe włosy! To bardzo oryginalne!”, „Ciekawie dobrałeś kolory! Ja bym tego tak nie wymyśliła, to bardzo interesujące i jedyne w swoim rodzaju”, „Mamo, jeśli chcesz sama coś narysować, nie krępuj się, weź swoją kartkę, niech każdy rysuje tak, jak umie i chce” i w końcu: „Włosy mają być żółte, żaba zielona, a na górze słoneczko? W ten właśnie sposób zabija się kreatywność!”.

 

jak rozwijać kreatywność dziecka kredki

 

I choć pani mówiła głosem bynajmniej nie napastliwym, a ciepłym i życzliwym, te słowa wryły mi się w pamięć tak, że ciągle je słyszę. Padły akurat w momencie, gdy już, już miałam na końcu języka, może nie wyrazy dezaprobaty, ale zdziwienia, że dzieło Jasia przedstawia (według jego zeznań)…  „starłorsy”. „O, czyli na wesele księżniczki i rycerza przyjechały starłorsy?” – odpowiedziała Jasiowi nic a nic nie zdziwiona prowadząca, gdy ten powiedział jej, co narysował. Podchodziła do każdego dziecka i rozmawiała z nim na temat jego pracy.

Ostatnią częścią zajęć było wspólne tworzenie nowej wersji bajki z ilustracji dzieci. I choć podczas słuchania maluchy pod koniec straciły zainteresowanie, odzyskały zapał przy zmianie aktywności na rysowanie, a podczas ostatniej części warsztatów były bardzo zaangażowane, ożywione i… dumne! Dumne z własnej twórczości.

Kreatywność i wyobraźnia nieskrępowana schematami to cechy każdego dziecka. Także twojego!

Czy wiesz, że twoje dziecko może być geniuszem?

A pierwsze lata życia to czas, gdy ujawniają się i kształtują jego talenty. Jak pomóc dziecku je rozwinąć? Jak wspierać jego kreatywność? Czy trzeba kupować dużo kreatywnych zabawek, posyłać na mega kreatywne zajęcia, bawić się w kreatywne zabawy opisywane na kreatywnych blogach lub w kreatywnych poradnikach o wychowaniu? Nie trzeba.

Wydaje się, że wystarczy dziecku tylko… nie przeszkadzać!

Zresztą to nie ja jestem taka mądra. Taką była Maria Montessori. I choć nie jestem zwolenniczką ślepego podążania za jakimkolwiek nurtem wychowawczym, to do mnie przemawia i w tej kwestii się z nią zgadzam. A na czym owo nieprzeszkadzanie ma polegać w praktyce?

Ja to rozumiem jako pozwolenie dziecku, aby rysowało, malowało, tańczyło, śpiewało, grało na instrumentach, czy po prostu się bawiło, w taki sposób, jaki chce. Bez podpowiadania mu, jaka jest właściwa wersja, bez krytykowania i bez wyręczania go! Za to z uważnością, dobrym słowem i zaciekawieniem.

W ten sposób możemy dostrzec, co nasze dziecko szczególnie lubi robić i w czym przejawia ewentualne uzdolnienia. Zresztą z moich obserwacji starszego synka i z moich rozmów z innymi rodzicami wynika, że kilkuletnie dzieci wykazują bardzo różnorodne zainteresowania i zdolności. Wykazują się też zmiennością: mają „fazy” na określone zabawy i aktywności. Potrafią wykazywać się artyzmem godnym największych mistrzów i zachwycać pomysłowością. Mnie i S nasz Jaś zachwycił m.in. tym, jak:

  • tańczy – interpretuje muzykę, wykonując różne ruchy całym ciałem, zmienia tempo i położenie ciała, turla się, skacze, co momentami przypomina ruchy tancerzy tańca współczesnego!
  • maluje – gdy dobierze się do farb, tworzy prace o takim stopniu oryginalności, którego nie powstydziłby się Picasso! Ja, gdy maluję razem z nim, nie potrafię robić tego z podobną swobodą i wychodzą mi obrazki w porównaniu do tych jego nudne i sztampowe, choć w odróżnieniu od niego mam sprawną rękę i umiem kopiować to, co widzę. Tylko kopiować…
  • mówi o świecie i swoich uczuciach: powiedział mi np. ostatnio, że jego miłość do mnie jest tak wielka, jak niebo i jak wiele jest żołędzi w lesie.

 

Założę się, że twoje dziecko też nieraz cię zaskoczyło i zachwyciło niesztampowością i oryginalnością. Jeśli tak, mów mu o tym! Nasza, rodziców, rola, to wspieranie talentu i pasji dziecka. Podobno chęć zdobycia akceptacji rodzica lub nauczyciela jest też, niestety, jednym z głównych czynników hamujących rozwój talentu (a może i geniuszu) – dziecko zamiast działać twórczo, skupia się na tym, aby dostosować się do oczekiwań, zatracając swoją wrodzoną oryginalność.

 

jak rozwijać kreatywność dziecka zabawa kartonowych robotów

 

Wspomniałam o roli nauczyciela. Ubolewam nad tym, że choć myśl Marii Montessori ma już 100 lat, placówki, do których posyłamy nasze dzieciaki – od żłobka, poprzez przedszkole, aż do szkoły – nadal uparcie wtłaczają dzieci w systemy i schematy. Lalki dla dziewczynek, samochody dla chłopców, prace plastyczne wszystkie niemal takie same, tworzone według narzuconego wzorca. No i ta szkolna ławka, przeciwko której MM pomstowała! Ja sama, choć byłam dzieckiem dość spokojnym, pamiętam jak bardzo trudno było mi w niej usiedzieć. O ile łatwiej i przyjemniej dzieciom byłoby się uczyć, gdyby chociaż przez część lekcji (tej niewymagającej pisania) mogły siedzieć na dywanie i przemieszczać się.

Piszę to, choć postawiliśmy na publiczną oświatę dla naszych dzieci. Dlaczego? To osobny temat, ale najogólniej: prywatna nie wzbudza naszego zaufania. Poza tym, jak wspominałam, nie chcę ślepego podążania za żadnym nurtem pedagogicznym. I choć zmieniłabym kilka kwestii, ogólnie jesteśmy zadowoleni z przedszkola, do którego uczęszcza Jaś. Wiele się w nim uczy, a personel pracuje z dużym zaangażowaniem, którego niestety zbyt często brakuje w placówkach prywatnych. A ono jest podstawą, bo najwspanialsze teorie pedagogiczne pozostają tylko teoriami, jeśli nie idzie za nimi praktyka dydaktyczna.

Na koniec: zastanawiacie się może, czy to dobrze, tak zupełnie nie pokazywać dziecku reguł, nie uczyć schematów, skoro będą mu one potrzebne: w codziennym życiu, w szkole, w pracy? Korzystania ze schematów i funkcjonowania w systemach i tak aż za dobrze nauczy się w placówkach oświatowych 😉 Zasad grzeczności i poszanowania drugiego człowieka uczyć moim zdaniem należy, z tym że dziecko uczy się ich głównie przez naśladownictwo nas, rodziców. Warto mu tych zasadach przypominać, gdy dziecko się zapomni, a przede wszystkim wspierać, gdy o nich pamięta. Myślę, że dziecko jest doskonałym obserwatorem świata. Nie narzucajmy mu jego interpretacji. Nie zamykajmy go w pudełku 😉

 

Jeśli zainteresowała Was ta tematyka i chcielibyście poznać więcej konkretnych przykładów, jak na co dzień wspierać kreatywność dziecka, dajcie znać!

 

Podobał Ci się artykuł? Chcesz być na bieżąco i wiedzieć o nowych postach? Dołącz do mnie na FB! Możesz to zrobić np. TU.

 

Źródła:

Oprócz korzystania z własnych przemyśleń i poglądów, zajrzałam do Wikipedii (do hasła „Maria Montessori”) oraz tu: http://dziecisawazne.pl/jak-wspierac-dziecko-w-kreatywnosci-nie-przeszkadzac/

 

Kasia

Cechuje mnie ciągły głód słowa pisanego – zarówno czytania, jak i tworzenia. Na powstanie bloga wpłynęło kilka spraw, oprócz wspomnianego apetytu na pisanie były to: odpieluszkowe zapalenie mózgu, fascynacja doświadczeniem rodzicielstwa (z jego jasnymi i ciemnymi stronami) a zarazem próba nieutopienia się w nim, zainteresowanie zjawiskiem rodziny jako takim i – wreszcie – chęć zagłębiania się w historię życia codziennego i dzielenia się nią z Wami.

Może Ci się również spodoba

2 komentarze

  1. Julita napisał(a):

    Bardzo fajny tekst, zachęcający do przemyśleń nad naszym zachowaniem 🙂 często sami chcemy żeby nasze dzieci nie odstawały od reszty, a przecież jeśli wszystkie byłyby takie same świat byłby nudny 🙂

    • Kasia napisał(a):

      Dzięki! Cieszy mnie bardzo, gdy dowiaduję się, że udało mi się skłonić kogoś do refleksji. To prawda, każdy jest inny, nie ma lepszych i gorszych – tłumaczyłam to właśnie dziś starszemu synkowi, gdy ten powiedział, że kolega z przedszkola brzydko rysuje. „Nie brzydko, tylko po swojemu” – wykładałam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *