Stosunki małżeńskie i nie tylko… czyli o „tej rzeczy” w XIX wieku

pożycie małżeńskie w XIX wieku ptaszki

 

Do małżeńskiej sypialni w XIX wieku żona i mąż wkraczali, wnosząc każde z nich inne doświadczenia, oczekiwania, obawy. To z pewnością uniwersalne i ludzkie – powiecie – tak, jednak w tamtym czasie bagaż doświadczeń kobiety i mężczyzny były skrajnie różne. Jakie przygotowanie do spełniania obowiązków małżeńskich otrzymywali młodzi ludzie, zanim stanęli na ślubnym kobiercu? I jak w związku z tym finalnie wyglądało pożycie małżeńskie w XIX wieku?

Zaznaczam, że – podobnie jak w poprzednim wpisie – i w tym mam na myśli osoby z tak zwanych wyższych sfer. Znów posłużę się wiedzą z pamiętników ówczesnych polskich arystokratek i poprę ją kilkoma opracowaniami. Mam nadzieję, że i tym razem (zgodnie z Waszymi deklaracjami) chętnie wyruszycie ze mną w podróż w przeszłość. Zapraszam więc Was do zrobienia czegoś trochę niestosownego: pobawienia się w podglądaczy życia intymnego XIX-wiecznej polskiej arystokracji. Dołączacie do mnie? To ruszamy!

 

pożycie małżeńskie w XIX wieku łoże

 

XIX-wieczna podwójna moralność

Ponieważ funkcjonujemy w społeczeństwie, chcąc lub nie, podlegamy różnym prawom. Oprócz praw zapisanych w postaci kodeksów, istnieją normy społeczne. Te, choć niepisane, często mają dla nas większe znaczenie od przepisów prawa. Tak było zawsze w historii ludzkości, także w XIX wieku. Można powiedzieć, że normy społeczne oplatają nas swoimi mackami, które wchodzą we wszystkie obszary naszego życia. Także – a nawet szczególnie chętnie – w te najbardziej intymne: wpełzają ochoczo pod nasze materace. I choć zawsze znajdą się odważni nonkonformiści, którzy te macki potrafią z siebie zrzucić i nie czuć bólu od ciosów opinii publicznej, stanowią oni mniejszość. Dla większości z nas ciosy te są szczególnie bolesne.

Nasze życie intymne podlega przede wszystkim nieformalnemu kodeksowi moralnemu. W XIX wieku był on zupełnie inny dla kobiet i mężczyzn. Mimo że – teoretycznie – wszystkich obowiązywały w dziedzinie seksu (tak, nazwijmy to wreszcie po imieniu!) te same zasady moralne, kształtowane głównie przez religię chrześcijańską. Przed ślubem i kobiety, i mężczyźni, zobowiązani byli więc do czystości (i czynów, i myśli!), a po nim, do dochowania wierności małżeńskiej. Tyle z teorii, a w praktyce oczekiwania społeczne wyglądały nieco inaczej…

 

pożycie małżeńskie w XIX wieku para cienie

 

Normy obowiązujące kobiety i mężczyzn przed ślubem

Dziewczę z XIX-wiecznego dworku chronione było przez rodziców, głównie przez matkę, przed zepsuciem: rodzicielka dobierała jej przyjaciół, często przysłuchiwała się rozmowom, selekcjonowała lektury. Henrieta Błędowska wspomina w swoim pamiętniku:

Żadnych romansów nigdy nie czytałam, rozmowy domowe zawsze strzeżone były przez matkę, która je przerywała lub zmieniała, gdy jej się zdawały obrót przeciwny brać jej systematowi edukacji. Dopiero już w Paryżu zwolniony zwyczaj, iż rozmawiałam opodal od matki, gdyż pewną już była moich zasad i mojej szczerości, wieczór bowiem idąc spać dawałam rachunek ze wszystkiego, com słyszała i widziała.

 

Te, które miały więcej swobody, czytywały w ukryciu, z wypiekami na policzkach, romanse. Zdarzało się też, że oczy takiego niewinnego dziewczątka przypadkowo skaził widok spółkującej służby, wieśniaków lub zwierząt gospodarskich. Wychowania seksualnego jako takiego więc nie było, był za to wpływ religii i moralności, który młodej, niezamężnej dziewczynie nie pozwalał nawet czuć pociągu do mężczyzny, choćby był to jej narzeczony. Anna Potocka tak pisze o swoim stosunku do przyszłego męża:

Niezmiernie byłam niewinna, zdawało mi się, że uparty zwrot myśli moich ku niemu, że chęć podobania mu się, chęć zostania jego żoną jest zupełnym występkiem przeciwko skromności i niewinności serca, bolało mnie to niezmiernie, walczyłam z sobą, spowiadałam się z tego. (…) te wszystkie przykrości razem wziąwszy — byłam doprawdy pożałowania godną, a najbiedniejszą czyniło mnie to, że czułam się winną, że czułam, iż ubliżam godności dziewiczej puszczając wodze myślom i sercu (…).

 

Co czuła kobieta, otrzymawszy takie „wychowanie seksualne”, gdy przyszło jej przekroczyć próg małżeńskiej sypialni? Tak wspomina ten moment Aleksandra Tarczewska:

Ciągle byłam wesołą [podczas wesela] ale jak wszyscy odeszli, tylko Mama została i rozbierać mnie zaczęła, w płacz, potem w śmiech. Płakałam, bo ten dzień na zawsze mnie rozdzielał z Mamą. Śmiałam się, bo nie mogłam pojąć, jak ja tam pójdę do pokoju, gdzie Marceli miał swoje łóżko przy moim, a ani Mamy, ani żadnej siostry nie będzie; (…)

 

pożycie małżeńskie w XIX wieku zagubiona kobieta

 

A jakie było „przygotowanie do życia w rodzinie” młodego mężczyzny, przyszłego męża? I jakim normom podlegał? Otóż, choć wymóg czystości przedmałżeńskiej dotyczył przedstawicieli obydwu płci, mężczyzna, wkraczając po raz pierwszy do małżeńskiej alkowy, miał już z reguły spory bagaż doświadczeń seksualnych. I choć popełniał w ten sposób grzech według religii chrześcijańskiej oraz wykroczenie przeciwko oficjalnemu kodeksowi moralnemu, takie postępowanie nie powodowało linczu opinii publicznej. Było ono sankcjonowane społecznie, a wręcz oczekiwane! Obowiązywała więc podwójna moralność: inna dla kobiet i mężczyzn oraz – dla tych drugich – ta oficjalna i praktyczna.

 

 

pożycie małżeńskie w XIX wieku para

 

Tyle, że do świadomości chronionego przed taką wiedzą dziewczątka, zwykle ona nie docierała. Noc poślubna i rozpoczęcie pożycia małżeńskiego w XIX wieku były więc dla kobiety szokiem. Tak Aleksandra Tarczewska wspomina swoje wrażenie, gdy po ślubie zorientowała się, jak sprawy stoją:

Poznałam przez doświadczenie, jaka to jest różnica między obyczajami młodych mężczyzn i kobiet. Teraz, choć wiem o tysiącznych Marcelka [męża] miłostkach, uważam go przecie za najlepszego i najskromniejszego człowieka. Wtenczas zaś dowiedziawszy się, że co dla mnie było cudem i zadziwiającą rzeczą, dla niego właśnie codziennym chlebem bywało, miałam go za libertyna. A co mnie więcej gniewało, to że mężczyźni, nie wyłączywszy nawet Marcelego, nie tylko że się nie wstydzą, ale nawet chlubią tymi wyuzdanymi chuci. Żebym była będąc panna tak dobrze znała mężczyzn jak teraz, to więcej jak pewna, że bym nie poszła za mąż. Byłoby to złe, nie byłabym tak szczęśliwą, jak jestem.

 

Czy mimo wszystko: możliwe było obopólne czerpanie przyjemności z pożycia małżeńskiego w XIX wieku, czy było ono wyłącznie (przykrym?) obowiązkiem, służącym płodzeniu potomstwa?

 

Pożycie małżeńskie w XIX wieku

Kobiecy punkt widzenia

To, czy małżonkowie mimo wszystko odnajdowali radość z seksu, zależało głównie od tego, czy mąż miał pewną dozę empatii i delikatności dla niedoświadczonej i przerażonej żony. Aleksandra Tarczewska pisze o początkach jej pożycia z mężem:

Kochałam zawsze Marcelka, ale taki żal do niego miałam za różne mi po szlubie wyrządzone niecnoty, że w pierwszych dniach naszego związku nadzwyczajnie byłam smutną. Uszczęśliwiało to wszystkich, śmieli się ze mnie, a ja tym bardziej płakałam.

 

Ważne były także… umiejętności techniczne mężczyzny (bo kobieta, jak wiadomo, ich mieć nie mogła). A w tamtym czasie bywało z tym słabo. Tym bardziej, że według obowiązujących norm społecznych odmawiano kobiecie prawa do rozkoszy i nie troszczono się o nią. Zdaje się, że autorka przytaczanego pamiętnika, Aleksandra, trafiła na wyjątkowo dobry egzemplarz, bo – choć dopiero po pewnym czasie od ślubu – w końcu przywykła do spełniania obowiązków małżeńskich, a może i (choć nie pisze tego wprost) nauczyła się czerpać z nich jakąś przyjemność:

(…) ale że i złe mija, nadeszły wesołe godziny. Znalazłszy szczerze przywiązanego Męża, wróciłam nieco do dawnego humoru, jednak, żem przyrzekła być szczerą, wyznam, że dziś trzeci rok po szlubie jestem tysiąc razy szczęśliwszą.

 

pożycie małżeńskie w XIX wieku intymność cienie

 

Autorka ta należy i tak do wyjątkowo odważnych, uchylając choć małego rąbka prawdy o swoim życiu seksualnym. W XIX wieku oficjalnie był to temat tabu. I choć wiele jest pamiętników kobiet z tamtego czasu, wzmianek na TEN temat jest jak na lekarstwo. Przypuszczam, że seks musiał być tematem męskich rozmów, jednak oficjalnie nie wolno było o nim rozmawiać, nawet w kontekście prokreacji i nawet małżonkom między sobą!

Jeszcze odważniejsza była inna pamiętnikarka, Wirydianna Fiszerowa, pisząc te słowa:

Tak mnie śmieszył, pieścił, że odezwać się musiałam. Mowy nie było o wypoczynku, póki ze mną pozostawał (…). Po dziesięciu latach małżeństwa pieścił mnie, jak pierwszego dnia, gorliwie spełniał swoje powinności małżeńskie, a ja się nie wzbraniałam, bo lubiłam się śmiać i byłam łatwa, a on mi się podobał.

 

Jaka była prawda o realiach panujących w XIX-wiecznej małżeńskiej sypialni, wiedzieli więc tylko sami zainteresowani 😉 Możliwe, że wiele było, mimo niesprzyjających okoliczności zewnętrznych, małżeństw szczęśliwych i w tej sferze. Jednak tabu powoduje, że niewiele mamy informacji na ten temat.

 

Okiem mężczyzny

W XIX wieku świat był bez wątpienia męski. Choć to czas narodzin ruchu emancypacji kobiet, patriarchat wciąż miewał się dobrze, zwłaszcza w początkach stulecia. Tak i pożycie małżeńskie, choć było wówczas uważane za ważne, to głównie ze względu na potrzeby mężczyzny. XIX-wieczna przykładna żona miała być zawsze do dyspozycji męża.

 

pożycie małżeńskie w XIX wieku intymność 2

 

Oczekiwano, aby poza łożem małżeńskim była skromna i tajemnicza, a w nim swobodna i chętna, jednak zawsze w odpowiedzi na potrzeby męża. Własnych nie powinna komunikować, ani sama inicjować stosunków. Zarazem, dla podtrzymania mężowskiej witalności, miała być powabna i zadbana. O tym, jak dbać o siebie, aby zachęcać męża do pożycia, poucza żony w swoim poradniku lekarz o nazwisku Beker. Według niego żona powinna dbać o:

  • ubiór wieczorny: ma on być ładny i – przed wszystkim – czysty:

 

Strzec się [trzeba], aby na koszuli nie zostało najmniejszego śladu miesięcznego czyszczenia [tj. krwawienia].

 

  • higienę, wzorem kobiet z Dalekiego Wschodu (tak, tak, w naszej szerokości geograficznej najwyraźniej nie było to oczywiste!)

 

Kobiety tureckie biorą kąpiel, nim wejdą do łoża, do którego je wybór męża wzywa. Tym sposobem oddalony bywa najmniejszy smrodek (….).

 

  • świeży oddech – w tym celu należy przemyć usta octem różanym i wodą, zwłaszcza w miejscach zakażonych próchnicą (!); dobrze jest także gryźć skórkę cytrynową, goździk lub cynamon, aby odrażający cuch oddalić,

 

  • dobre wrażenie ;):

 

Na noc będzie jak najmniej jadła i jak najstaranniej baczyć [trzeba], aby przypadkiem podczas małżeńskich pieszczot nie wyrwał się jej jaki odgłos z żołądka lub co gorszego; przez co zmysł powonienia jej męża mógłby w nieprzyjemnych znaleźć się okolicznościach.

 

Jeśli małżonka do powyższych rad się nie stosowała 😉 i z tych lub innych względów mąż nie znajdował w małżeństwie satysfakcji, niepisana i nieoficjalna druga z moralności zezwalała mu na poszukanie jej poza małżeńską alkową. Właściwie to mógł to zrobić nawet, jeśli miał szczęśliwe pożycie małżeńskie. Żona bowiem nie była tą, z którą wypadało spełniać seksualne fantazje. Do tego celu idealne były ramiona kochanki lub… prostytutki. Zawód ten miewał się wówczas świetnie. Mało tego, stosunki z prostytutkami wręcz zalecano mężczyznom ze względów zdrowotnych. Uważano bowiem, że niezaspokojenie seksualne było niebezpieczne dla zdrowia mężczyzny. Co do kobiety zaś, ówczesna medycyna uważała brak współżycia za obojętny dla jej organizmu…

Nie muszę chyba dodawać, że przyzwolenie na  posiadanie kochanka nie dotyczyło kobiet. Im nie wolno było bez narażenia się na posądzenie o złe prowadzenie nawet… rozmawiać samej na ulicy z mężczyzną – dotyczyło to i mężatek i – tym bardziej – panien (te ostatnie nigdzie nie mogły się ruszyć bez towarzystwa przyzwoitki).

Żona miała również przymykać oko na (powszechne) zdrady mężowskie. W żadnym wypadku nie wolno jej było opuścić męża,  nie sankcjonowały tego ani niewierność, ani nawet przemoc. Bez względu na powód, żona z inicjatywy której dochodziło do rozwodu (rzeczy prawie w XIX wieku niespotykanej), była uznawana za winną rozpadu rodziny i świętych więzi małżeńskich oraz zepchnięta na margines życia społecznego i towarzyskiego.

 

Ponieważ otrzymuję od Was wiele informacji zwrotnych o Waszym zainteresowaniu postami historycznymi, będę je od czasu do czasu popełniać 😉 – zaglądajcie do mnie!

 

Podobał Ci się artykuł? Chcesz być na bieżąco i wiedzieć o nowych postach? Dołącz do mnie na FB! Możesz to zrobić np. TU.

 

Literatura:

  1. Agnieszka Lisak, Miłość staropolska. Obyczaje, intrygi, skandale, Warszawa 2007.
  2. Agnieszka Lisak, Miłość, kobieta i małżeństwo w XIX wieku, Warszawa 2009.
  3. Aleksandra Tarczewska z Tańskich, Historia mego życia: wspomnienia Warszawianki, Wrocław 1967.
  4. Anna z Działyńskich Potocka, Mój pamiętnik, Warszawa 1973.
  5. Anna Żarnowska, Kobieta i rodzina w przestrzeni wielkomiejskiej na ziemiach polskich w XIX i XX wieku. Pod red. A. Janiak-Jasińskiej, K. Sierakowskiej, A. Szwarca, Warszawa 2013.
  6. Beker, Rady lekarsko-fizyczne dla małżonków płci obojga, których będzie skutkiem płodzenie pięknych i zdrowych dzieci, Lipsk 1809 za: Agnieszka Lisak, Miłość staropolska…
  7. Henrieta z Działyńskich Błędowska, Pamiątka przeszłości. Wspomnienia z lat 1794-1832, Warszawa 1960.
  8. Małgorzata Stawiak-Ososińska, Ponętna uległa, akuratna…: ideał i wizerunek kobiety polskiej pierwszej połowy XIX wieku: (w świetle ówczesnych poradników). Kraków 2009.

Kasia

Cechuje mnie ciągły głód słowa pisanego – zarówno czytania, jak i tworzenia. Na powstanie bloga wpłynęło kilka spraw, oprócz wspomnianego apetytu na pisanie były to: odpieluszkowe zapalenie mózgu, fascynacja doświadczeniem rodzicielstwa (z jego jasnymi i ciemnymi stronami) a zarazem próba nieutopienia się w nim, zainteresowanie zjawiskiem rodziny jako takim i – wreszcie – chęć zagłębiania się w historię życia codziennego i dzielenia się nią z Wami.

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *